Cel, dla którego my, kobiety się wspinamy, jest naszą słodką tajemnicą i nie zamierzam go wyjawiać. Ważniejsze są etapy i elementy rywalizacji wspinaczkowej. W artykule o Jadwidze Pierzchalance znalazłam fragment:„pewnego dnia, a było to w lipcu 1934 roku, wziąwszy potajemnie 12-metrowy sznur od bielizny i namówiwszy przygodnego znajomego zaprowadziła go na grań Kościelca.I tak zaczęła się jej taternicka kariera.Następne lata przyniosły szereg sukcesów”.
Niezłego bigosu w tym całym kobiecym wspinaniu narobiła Wanda Rutkiewicz. Nie dosyć, że wspinała się dobrze, to jeszcze miała tzw. podejście sportowe. Faceci zgrzytali zębami, gdy podkaszała im co smakowitsze kąski robiąc pierwsze polskie wejście na Everest w ’79 r. i K2 w ’86 r.
W 1995 r. na firmament polskiego alpinizmu wskoczyła Mariola Popińska. Pozrywała kajdany trzymające ją przy zlewozmywaku i postanowiła robić coś w rodzaju „łańcuchówki” globusa. Zaczęła ostro-wykosiła Mt Vinson na Antarktydzie, potem Aconcaguę. Przygotowania do Everestu-dzieci zaciskały pasa, mąż zastawił dom, a wszystko dla samorealizacji matki i żony.
Dawne ZSRR było specyficzną enklawą. Tam nie było mowy o wspinaczkowej rywalizacji damsko-męskiej. Była tylko szeroko pojęta współpraca na każdym etapie i wspólny front pracy na wszystkich odcinkach budowy zwanej wyprawą. Męską rzeczą było dowodzić, a kobiecą wiernie słuchać.
Rywalizacja w damskim alpinizmie nie jest rzeczą nową.Kobiety ścigały się w Alpach, Tatrach, Himalajach. Rywalizacja z mężczyznami wyglądała inaczej. W roku 1970 Halina Kruger pisała: „Gdy 10 lat temu robiłam pierwsze samodzielne przejścia w zespołach kobiecych w Tatrach, wysłuchiwałam wiele uwag, że nie mają one racji bytu, no, jeszcze na drogach klasycznych, ale hakówki – to nie dla kobiet, tam potrzebna jest siła fizyczna i wiele innych przymiotów, które rzekomo mają posiadać tylko mężczyźni. Gdy dwa lata później – w r. 1962 – w dobrym stylu przeszłyśmy z Janką Zygadlewicz „Wariant R” na Mnichu, górny pułap kobiecych możliwości przesunął się w opinii kolegów taterników na góry typu alpejskiego.