Bardzo lubię parady uliczne, ale tylko wtedy,gdy nie zaangażują się w to zaraz teatry.
Bardzo lubię parady uliczne, które wielokrotnie mają trasę pod oknami mojego pokoju. Zamieszkuje w kraju, w którym takie imprezy są rzeczą nagminną i ludzie bardzo je cenią. Może i są gwarne, ale za to wesołe, barwne i często śmieszne lub przynajmniej mające w sobie coś artystycznego.
Tego kolektywnego entuzjazmu nie podzielam tylko wtedy, kiedy w taki przemarsz wmieszają się teatry uliczne. Nie pamiętam czym najbardziej ubliżył mi teatr uliczny, ale nie znoszę tych mimów i innych sztucznych ludzi, którzy udają pospolitych przechodniów, nagabują uczestników i chcą ich dołączyć w coś głupiego dorabiając sobie do tego filozofię jakiejś sztuki, którą kapują chyba tylko oni.
Nie cierpię, kiedy ktoś mnie nagabuje, lub niszczy mi ten przemarsz nagłym, niespodziewanym wyskokiem.
Nie lubię sztuki awangardowej w ogóle, ale oni stają się wtedy dla mnie, niczym nagła chmura w piękny, bezchmurny poranek. Wiem, że zaraz odlecą, ale czy naprawdę muszą psuć mi dobry nastrój samym swoim widokiem ? Nawet tak ulotnym ?
Pewnie nie znajdę dużego odzewu wśród innych, bo ludzie na ogół lubią takie spktakle, no ale to jest właśnie moje zdanie